Reforma szkolnictwa

Nadal nie wiadomo, jak właściwie ma wyglądać zapowiadana przez partię rządzącą reforma systemu edukacji. Dla przypomnienia – planowane jest zlikwidowanie gimnazjów i zniesienie obowiązku szkolnego dla dzieci sześcioletnich. Cały czas nie wiadomo, jak dokładnie powinno się to odbyć ; gwarancje, że nauczyciele likwidowanych klas nie stracą pracy wydają się nierealne. W dobie niżu demograficznego , przy możliwym scalaniu klas nie będzie realnego zapotrzebowania na taką ilość pedagogów. Wysyłanie sześcioletnich dzieci do szkół jest stosunkowo świeżą innowacją, nie zdążyło się jeszcze przyjąć w społeczeństwie na szerszą skalę, lecz już ruszyło ; szkoły zakupiły odpowiednie przyrządy i przeorganizowały działalność. Teraz mamy wszystko zlikwidować. Koszty tego przedsięwzięcia są także duże. Szkoły podstawowe zdążyły już się przystosować do przyjmowania sześciolatków, zapłaciły za dostosowanie sal i programu. Co teraz z zakupionym sprzętem? Kto przyjmie do pracy zatrudnionych na potrzeby sześciolatków nauczycieli?

Kolejny problem to dzieci, które już odbyły pierwsza klasę nowym systemem ; w wypadku zmiany, grozi im likwidacja klasy i rozdzielenie po innych, lub powtarzanie roku szkolnego. Jedno i drugie to złe rozwiązania.

Kwestia likwidacji gimnazjów jest jeszcze bardziej skomplikowana, dotknie bowiem następnego etapu edukacji – szkół średnich. Materiał realizowany w gimnazjach będzie trzeba wprowadzić na innych etapach edukacji. Czy w takim razie liceum znowu stanie się czteroletnie? Jaka reforma egzaminu maturalnego w związku z tym nas czeka?

I najważniejsze – kto i z czego to wszystko sfinansuje?